poniedziałek, 26 marca 2018

Warsztaty z autodestrukcji czyli jak popełnić samobójstwo



















Raz, raz... Dobrze mnie słychać? Cześć, mam na imię Ania i dzisiaj opowiem wam o autodestrukcji. Mój poprzednik, mówiąc o sposobach na samookaleczanie - pozamiatał. Przede mną gwiazda negatywnego myślenia - Grzesiek Mateuszak. Ciężko będzie to przebić, niemniej...


Witajcie na Corocznych Warsztatach z Autodestrukcji! 

Trochę się was tutaj nie spodziewałam w takiej ilości, czuję się delikatnie skrępowana... Jestem tu dziś, bo mam dosyć duże doświadczenie w autodestrukcji. Wprawdzie, co może was lekko rozczarować, w jakimś sensie poradziłam sobie z nią, a wy raczej jesteście tu, żeby się dołować. Ale nie zrażajcie się - demony przeszłości zawsze o sobie przypominają.

Przygotowałam prezentację w formie listy, gdzie krótko, w prostych słowach, punkt po punkcie przedstawię moją drogę. Przeniesiemy się kilka ładnych lat wstecz. 

Czasami można pomylić przyczyny ze skutkami. Sama medycyna ma z tym problem, więc jak ja mogłabym nie mieć? 

To może być bunt neuroprzekaźników, serotoniny, noradrenaliny, dopaminy, receptorów melatoninowych, spadający na nas bez wyraźnego powodu. Ale przyczyny mogą być też psychologiczne. Wszystko może zacząć się od jednego, traumatycznego wydarzenia lub ciągu pomniejszych zdarzeń.


A potem jest tak...


1. Problemy z koncentracją. 

2. Sen? Sen jest dla słabych. Cztery godzinki wystarczą. 

3. Kumuluj w sobie negatywne emocje, nie dając im możliwości ujścia.

4. Nie rozmawiaj z bliskimi o swoich codziennych problemach, lękach, trudnościach.

5. Nie wyrażaj swoich potrzeb. Tłum je w sobie.

6. Nieustannie przekładaj szczęście innych ponad swoje własne.

7. Porównuj się z innymi.

8. Pielęgnuj w sobie pogardę.

9. Zrezygnuj z większości aktywności.

10. Ogranicz kontakt z przyjaciółmi.

11. Dopuść do siebie przynajmniej jedną toksyczną osobę.

12. Nie sprawiaj sobie małych przyjemności lub sprawiaj je ze sporym poczuciem winy.

13. Nie, nie, idźcie beze mnie, ja zostanę w domu.

14. Rób w życiu coś, co nie sprawia ci żadnej radości.

15. Każde wyjście "na miasto" traktuj jak wypuszczenie z klatki.

16. Alkohol.

17. Nie pomaga.

18. Niemoc.

19. Niech ktoś cię dewaluuje. Bierz to do siebie.

20. Sam się dewaluuj.

21. Któregoś dnia uświadom sobie, że płaczesz. Bez powodu. Przecież nie masz się czym martwić.

22. Podsycaj swoje lęki.

23. Jak na mój gust, to brakuje tu ataków paniki w miejscach publicznych.

23. ...kat ein tsej oktsyzsW

24. Zaszyj się w swoim świecie.

25. Nie wychodź z domu.

26. Nie odbieraj telefonów.

27. Leż w łóżku. No leż.

28. Palenie tytoniu powoduje raka i choroby serca. Doskonale.

29. Nowy lęk, hurra!

30. Nie, nie pójdę tam.

31. C I S Z A

32. Dołuj się, to przyjemne.

33. Zaniedbuj siebie i obowiązki.

34. Uciekaj przed jakimikolwiek trudnościami.

35. Nie, nie pójdę tam, to by oznaczało porażkę.

36. ...

37. Nikt nie rozumie co się z tobą dzieje. Naprawdę nie rozumie.

38. Nikt nie jest w stanie ci pomóc.

39. Nikt. Jesteś z tym sam/a.

40. To wszystko twoja wina. Twoja wina.

41. Jesteś żałosna/y.

42. Atencyjna kurwa.

43. Powiedzmy sobie otwarcie - nic nie ma sensu.

44. Już nic w życiu cię dobrego nie spotka.

45. Weź się w garść. 

46. Weź. Się. W garść.



HAHAHAHAHA....


HA



HA


HA


HA


HA




HA



HA


HA

HA




HA




* * *



- Naprawdę chciała pani to zrobić? 

- Myślę, że ja po prostu chciałam zniknąć. 

- W takim razie nie jest jeszcze tak bardzo źle.



* * *


Dwa biurka. Jedno nieduże, z komputerem. Drugie z położoną na nim paczką chusteczek. Krzesła. Coś tam za oknem. Drzewa, chyba. A potem są już tylko słowa. 

Moje - jak spłoszone zające. Jej - chirurgiczną precyzją wycinająca nowotwór. 
Moje, jej. I tak dalej.

Chce się pani napić wody? Chcę. Ta szklanka jest do połowy...

Jest w niej coś ludzkiego, normalnego, coś, co sprawia, że gdyby nie ta specyficzna relacja jaka nas wiąże, mogłabym z nią iść na kremówki. Ale dopiero za trzecim razem trafiłam na odpowiednią dla mnie osobę. W jej sposobie mówienia jest coś takiego, iż mam wrażenie, że za chwile wypali z "Paaani, kto to tak pani spierdolił". Tylko tym razem nie chodziło o brodzik w kabinie prysznicowej, tylko o zdrowie i życie. 

Wycina, wierci, tnie, rozrywa, dochodzi do sedna, kaleczy mnie. Ale zawsze potem bierze igłę z nicią i zszywa. Jak ona to robi - za cholerę nie wiem. Za każdym razem boli trochę mniej. Co też ona wyrabia! Zamienia lęki w jednorożce. Łzy w brokat. Wino w wodę - własnie tak. 

A potem mówi w ten sposób - nie mam żadnych gotowych przepisów na szczęście. Recepty. Ale zrobimy tak i tak. Pani pomyśli tak, a tak. Pani weźmie [skomplikowana nazwa związku chemicznego]. Daję pani do głowy mechanizmy, które potrafią zauważyć i zatrzymać reakcje dziwne, niezrozumiałe, nieuchronne i łatwopalne.

Jeśli się zastanawiasz co jest potem, to też ci powiem. Odrobinę lepiej będzie już na samym początku, ale przed tobą długa droga.

Któregoś dnia, może po kilku miesiącach, może po latach, obudzisz się z zabliźnionymi ranami. Będziesz znacznie mądrzejszy i znacznie silniejszy.

Zauważysz różne dziwne rzeczy.

Że woda jest mokra.

Że niebo jest niebieskie.

Że masz nogi, więc możesz biegać.

Że masz serce, więc możesz kochać, nawet tak pojebaną osobę jak ty sam.

Że w radiu lecą Floydzi.

I tak - to za oknem były drzewa.

Będziesz miał za sobą historię, której w życiu nie będziesz chciał opowiedzieć, a już na pewno nie ze szczegółami, a już z pewnością nie publicznie. To będzie się wydawać dużo bardziej krępujące niż kolonoskopia (wiesz, wpychanie rury z kamerką do tyłka w celach diagnostycznych). Tu ci pakują rurkę z kamerką w mózg. 

Zdziwiony zauważysz, że nie chcesz jej nazywać. Jej. Tego. Sam-Wiesz-Czego. No bo jak tak brzmi: depresja? To brzmi jak bycie przegrywem, ostatnim frajerem. 

Odróżnisz to od lenistwa, nadużywanej przez społeczeństwo "jesiennej depresji", chwilowego doła, gorszego dnia. Będziesz wiedział, że pierdolili ci wszyscy, którzy twierdzili, że "to jest taka moda ostatnio". Ze zdziwieniem odkryjesz, że to może przyjść zawsze i wszędzie, nawet jeśli masz kochającą rodzinę, partnera, przyjaciół, dach nad głową, coś w lodówce. 

Zauważysz, że świat może zacząć się walić, chociaż na początku nie będziesz nawet o tym wiedział. O tej rozlanej wokół ciebie benzynie, podczas gdy nieustannie trzymasz odpaloną zapałkę.

Może jednak w końcu zauważysz, że jeśli sto dwudziesty ósmy dzień z rzędu jajecznica na śniadanie nie ma smaku, to niekoniecznie znaczy, że coś jest nie tak z jajami ze sklepu spożywczego.

Piszę o tym dlatego, że działanie, leczenie przynosi rezultaty, a bierność nie.

Robię to dlatego, że wciąż, z jakiegoś nie do końca racjonalnego powodu o depresji mówi się ze wstydem, a o grypie żołądkowej, kiedy srasz i rzygasz - dziwnym trafem już nie.

Robię to, bo w moim otoczeniu jest masa osób, które potrzebują leczenia, ale się wstydzą iść do lekarza. I drugie tyle, które przerwało leczenie zanim jeszcze na dobre je rozpoczęli. Często zajmują wysokie stanowiska, są szanowanymi, z pozoru pogodnymi osobami. Ale żyją jak wraki. 

Bo każdy dzień w bierności okrada cię z godności, odwzajemniania uśmiechu, wina, kobiet, śpiewu, oddychania pełną piersią, znajdowania czterolistnych koniczyn.

Mówię o tym dzisiaj, chociaż ta przemowa powstawała przez pół roku i była przeze mnie kilkanaście razy edytowana, bo właśnie w chwil, gdy ją ostatni raz edytowałam, czułam się tak bardzo naładowana naturalnymi endorfinami, że niczego, ani nikogo się nie bałam. Mówię o tym także ze znacznej perspektywy czasu. Przez ten czas wykształciłam najmocniejszy kuloodporny pancerz. Nikt, ani nic nie zrobi mi już więcej krzywdy, niż ona zrobiła. 

Robię to żebyś coś wiedział, wiedziała. Kimkolwiek jesteś, gdziekolwiek jesteś, chce ci teraz coś powiedzieć: rozumiem cię. Nie obwiniaj się. Ja cię nie oceniam. Jestem tutaj.

A może kogoś kochasz, może zależy ci na kimś, albo zwyczajnie martwisz się o siebie. Może warto na chwilę się zatrzymać i sprawdzić czy ta szklanka jest...

- Pani Aniu, ja przepraszam że przerywam, ale dlaczego zrobiło się w tak ordynarny sposób optymistycznie?! - Koordynator warsztatów patrzy na mnie krytycznym wzrokiem.

- ...jest do połowy pełna. Najmocniej przepraszam. Przepraszam was za dający nadzieję ton na końcu, ale uznałam, że ta historia musi mieć jakąś klamrę. No i przecież, jakby mi się nie udało, to chyba bym do was tutaj nie przemawiała, nie? Pamiętajcie jednak, że zawsze może się wam nie udać, czyż to nie wspaniałe? 

Dziękuję wam za uwagę. Przypominam, że za chwilę Grzesiek Mateuszak i jego Szkoła Negatywnego Myślenia. 

No, a teraz idźcie już, na przerwę.
Przerwa na herbatę.








zdjęcie: ja
glitched by: M. Ćwiek


P.s. Dwa i pół roku temu popełniłam wpis o tytule "Jak popełnić samobójstwo". Nie wierzę w ani jedno słowo, które się tam pojawiło. 



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz