poniedziałek, 8 stycznia 2018

Ptaki urodzone w klatkach myślą, że latanie jest chorobą


Czyli o tym, co ostatnio robię z pewną kobietą, całymi nocami.


Zanim ci o tym opowiem pozwól, że...


Nie zaktualizuję wtyczki Flash Player.


Nawet jeśli wyskoczy mi setnie powiadomienie o tej czynności.
Chyba, że akurat będę mieć na to ochotę.

Jak się uprę, to będzie burza z piorunami.
No chyba, że gorliwie zapragnę by biomet był korzystny.


Gdy miałam dziesięć lat akurat zapragnęłam mieć kota.


I jakby na zawołanie, podczas jednego z zimowych spacerów, jakaś pani rozdawała kocięta pod przejściem podziemnym, nieopodal Dworca Głównego w Krakowie. Kartonowe pudła, całe wypełnione romantycznym, zupełnie niepraktycznym, futrzastym eskapizmem. We mnie on też się pojawia, ale sezonowo, przejściowo. U kotów, zdaje się, jest permanentny.

Wzięłam jednego z nich na ręce, takiego wyraźnie najbardziej niesfornego z całej gromadki, i już wiedziałam, że będziemy drużyną. Jak Czarodziejka z Księżyca i Luna, Gargamel i Klakier, Bonifacy i Filemon. To, co stanęło nam na drodze do wspólnego szczęścia, to bolesne, zdroworozsądkowe, matczyne, kategoryczne: N-I-E. Tamto zimowe popołudnie zapamiętałam bardzo dobrze.

Gdy wkrótce po tym zdarzeniu, w mojej podstawówce ogłoszono konkurs na opowiadanie, którego temat brzmiał "Ja i moje zwierzątko", nie wahałam się ani chwili. Napisałam historię, w której kotek finalnie został mój. Wygrałam

No i miałam ciebie, kupo kłaków.




Publicznie nie przyznam się do żadnej słabości, ale gdy nikt nie będzie patrzył, zaleję się łzami, bo jestem głupia i do niczego.

No, prawie nikt. Patrzyła ona. Moja największa fanka. I słuchała co mam do powiedzenia, a ja słuchałam jej. Jestem jej największą fanką.  
Ona powiedziała, że ciężko jej opisać to co czuje, wolałaby namalować. 
Ja mówiłam, że ciężko mi cokolwiek powiedzieć, wolałabym napisać.  
Dwudziesta pierwsza, dwudziestka druga, północ, pierwsza w nocy, druga, trzecia, czwarta.

Dlaczego mówi się "brzydka jak noc", skoro noc jest piękna?

Rozmawiałyśmy o tym, że Diuna Jodorowskiego tak naprawdę powstała. Romeo i Julia nie pozabijali się, polecieli natomiast do Portugalii pierwszą klasą i spijają prosecco z pępków prostytutek. Mała Syrenka nie zrzekła się wygodnego, królewskiego, morskiego życia. Rozmawiałyśmy o życiu na Marsie. W Marsie. W tym batoniku. Rozmawiałyśmy o dwóch połówkach bekonu i o różnych warzywach. 

Fikcja wpływa na rzeczywistość, a rzeczywistość wpływa na fikcję.

Rozmawiałyśmy o tym, że jedną z najbardziej niezwykłych rzeczy jakich doświadczyłyśmy, było czytanie Andersena w darkroomie. Rozmawiałyśmy o listach zakupów, które mamy w telefonach. Kontemplowałyśmy dłoń, która swędzi (prawa na witanie, lewa na pieniądze).  Zastanawiałyśmy się kto może pukać do naszych drzwi, gdy nie chce nam się wstać i sprawdzić. Czy naprawdę nic nie dzieje się bez przyczyny?

Musiały poczekać nieodebrane połączenia, wiadomości, wszystkie obowiązki, herbata, która nagle stała się zimna. I to wszystko było najwłaściwsze. Właśnie teraz. A wcześniej, w przeszłości, musiałyśmy zalać się łzami, bo jesteśmy głupie i do niczego, by potem uśmiechnąć się, bo jesteśmy najlepsze na świecie. Kochać, nienawidzić. Otaczać się inspirującymi ludźmi. Obejrzeć Thor: Ragnarok (dwa razy) oraz Dumę i uprzedzenie (dwadzieścia razy). Zaakceptować, że tworzenie, to ciągłe wygrywanie i przegrywanie. 

Być posłuszną, aby w końcu pojąć, że jedyna droga, to bycie rebeliantem. 
A potem wypośrodkować to. 
Zrozumieć, że nic nas nie więzi, nic nie zobowiązuje, ale czasami warto poddać się dynamice o nieznanym pochodzeniu. 



Ja scenariusz.

Ona ilustracje.

Tworzyłyśmy bajkę!



Tworzymy ją dalej.



Nie mam pojęcia czym się zajmujesz.

To nieistotne.

Bo kiedy mówię, że wszystko się może zdarzyć, że wszystko jest możliwe, naprawdę właśnie to mam na myśli. 





P.s. Dziś mój kot pewnie nie żyje. Nie zdarza się, żeby koty żyły prawie dwie dekady.







cytat w tytule jest autorstwa Alejandro Jodorowskiego


Więcej:   





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz