niedziela, 10 września 2017

Dlaczego BLOGERECZKA zarabia lepiej od ciebie?!
















Pewnego dnia dałam Dawidowi do zrozumienia, że gdybyśmy byli ostatnimi ludźmi na ziemi, to wolałabym skazać gatunek na zagładę, niż się rozmnożyć. 
Ta świadomość pozwoliła rzucić mu bezceremonialne:

- Nienawidzę blogerów. Nie znam nikogo, kto by blogerów lubił czy szanował.


Oczywiście w rzeczywistości Dawid nie ma na imię Dawid. Po za tym warto mieć na uwadze, że jeśli ktoś używa sformułowań "przecież wszyscy", "nie znam nikogo kto...", "każdy z nas robi to / tamto" - tak naprawdę mówi o sobie. 

Od tego czasu minęło już 3 lata, załatwiłam sobie własną domenę, zaczęłam pisać (bo, umówmy się, raz na pół roku to nie było "prowadzenie bloga") i traktować moje internetowe dziecko poważnie.

Jak to jest z tymi blogerami? Dlaczego Dawid ich nienawidzi? Jak inni ludzie z blogerów robią frajerów?




Life is plastic, it's fantastic


Wiesz co ma wpisane na Instagramie starsza pani o ksywie Baddie Winkle?


Praying for the basics.
Co w wolnym tłumaczeniu oznacza "modlę się za przeciętniaków".


Co przez nią przemawia? Kryzys wieku śre... starszego? 

Powiem ci. Szczera pasja do życia, w połączeniu z pasją do łamania stereotypu leciwego człowieka.

Wiesz na czym ona sobie dorabia na emeryturce? Na prezentowaniu ciuchów znanych marek streetwearowych, pojawianiu się na eventach i pozowaniu do zdjęć. 

Oto nasza gwiazda:

źródło: twitter.com/baddiewinkle

Możecie mówić, że to szajbuska, stara prukwa, której coś się poprzestawiało w głowie. 

A ja chciałabym na stare lata być taka, jak ona. 

Pasja, wspomniałam o pasji. Bo widzisz, gdy robisz coś z pasją i odważnie sięgasz po to, na co masz ochotę, to całkiem możliwe, że będziesz mógł na tym czymś zarobić pieniądze.




Soros is my sugar daddy


Dopóki nie wejdzie się w świat blogerów (względnie agencji PRowych), nie wie się jak to wszystko działa. Nie rozumie się na czym zarabia Mafaszyn, na czym Dżesika Mercedes, a na czym Kominek. To jest nie do pomyślenia, że tak się w ogóle da! Totalnie się tego nie ogarnia. 

Ja też tego nie rozumiałam. Dziś z każdym kolejnym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma bardziej kompleksowej, złożonej ścieżki kariery, niż bloger właśnie.

Tak, ścieżki kariery. 

Miałam wpisać "hobby i srania w banię", ale zrobiłam literówkę i wyszła "ścieżka kariery".

Bo jeśli bloger chce zarabiać na swoim blogu ("chce" to słowo kluczowe), to musi być chodzącą agencją reklamową, marketingowcem, coachem, handlowcem, socjologiem, psychologiem, dziennikarzem, grafikiem, copywriterem, content marketingowcem, projekt menagerem, ninją social mediów, przedsiębiorcą, pisarzem, kierownikiem i asystentką kierownika w jednym. 

Musi go także trochę pchać na szkło i musi mieć ochotę na szampana przy ściance. 

Blog, to nie jest praca na pełny etat. 

Blog, to praca na kilka pełnych etatów. 

Nie jest to dobry czas i miejsce na dokładniejsze tłumaczenia, bo napisano o tym tysiące artykułów oraz dziesiątki książek, ale jeśli tego kompletnie nie rozumiesz, to nie powinieneś zarabiać na blogu. Przynajmniej dopóki nie zrozumiesz.

Oczywiście za monetyzację mojego bloga odpowiada tylko i wyłącznie Soros, ale nie o tym dzisiaj. Przejdźmy do pewnej konkretnej sprawy, jaka ostatnio zaprzątnęła internet. 




Przepraszam bardzo, rynek się panu popsuł


Kilka dni temu trafiłam na wpis blogowy o pewnym portalu recenzenckim. Na portalu tym zbiera się punkty, za które później można dostać książki do recenzji. Kolejne punkty na następne książki, przyznawane są po napisaniu recenzji na swoim blogu i zrobieniu wpisowi darmowej kampanii w social-mediach.

W zasadzie to oniemiałam.

Nawet agregaty blogowe oferują kilka stówek za wpis. Większość blogerów bierze za post sponsorowany koło tysiaka netto, średni blogerzy kilka tysiaczków netto, a ci najwięksi kilkanaście tysiaczków netto i więcej (takie są ceny rynkowe). Tymczasem ktoś sobie wymyślił, że pozarabia na naiwności nie do końca zorientowanych i niezbyt pewnych siebie blogerów, którzy będą pisać posty sponsorowane, i prowadzić kampanie w social mediach ZA DARMO. 

Wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy. Nie ma nic złego w nie zarabianiu na blogu. Podobnie jak nie ma nic złego w zarabianiu na blogu. Nic złego nie ma także w barterze (czyli w pisaniu tekstu za jakieś dobro materialne, nie za hajs), jeśli ten barter odpowiada ekwiwalentowi pieniężnemu, jaki bloger zarobiłby w czasie potrzebnym na przygotowanie posta (i kampanii). Nie potępiam nawet przyjmowania od czasu do czasu jakichś niezbyt intratnych propozycji "po znajomości", na próbę, na czarną godzinę, na cokolwiek. Nie krytykowałabym też tak zawzięcie (jak niektórzy) przyjmowania barterów "na początek", żeby zobaczyć jak to wygląda (chociaż osobiście to odradzam).

Stanowczo potępiam jednak machinę, które ma na celu zmonopolizowanie rynku recenzenckiego, gdzie korzyści materialne będą mieli wszyscy dookoła, tylko nie autor recenzji. Mówię "nie" robieniu z ludzi frajerów, poprzez przemilczenie faktu, że za podobne działania płaci się agencjom reklamowym i twórcom internetowym gruby hajs. 

W przypadku tego tajemniczego portalu recenzenckiego, kasę bierze oczywiście portal, wydawca, pan prezes i Grażynki w sekretariacie. 

Wszyscy, tylko nie bloger. 

Będą liczyć na to, ze przyjdą do nich ludzie skromni, którzy uważają, że za napisanie paru sensownych zdań nic im się nie należy, bo dla nich to przecież przyjemność, a oni nie są żadnymi literatami, to przecież nic takiego. 

Będą liczyć na kretynów, którzy powtarzają, że tylko to, co się robi za darmo może być "rzetelne".

Będą liczyć na osoby, które myślą, że mają za małe zasięgi, za małego bloga i w ogóle za małe jaja, żeby prosić o pieniądze.


Ja liczę jednak, że będziesz miał troszkę oleju w głowie. Albo, że trafisz na mój tekst, który delikatnie, ale stanowczo otworzy ci oczy.


Są ludzie, którzy myślą, że pasji i pracy nie powinno się łączyć. Bo co inni powiedzą. Bo ich rodzice i dziadkowie tak nie robili. Bo jak to tak w internecie, przecież trzeba wyjść z domu i napierdalać od ósmej do szesnastej. Bo to tylko taka zabawa. Bo to nic poważnego. Bo praca jest od pracy, a pasja jest od odpoczywania. Bo tak.



Módlmy się za przeciętniaków. 








Na tej stronie komentarze są obsługiwane przez wtyczkę Disqus, mogącą nie wyświetlać się poprawnie w wersji mobilnej strony. Jeśli chcesz dodać komentarz anonimowo, po wpisaniu jego treści, wystarczy wpisać swoje imię/nick, zaznaczyć pole "wolę pisać jako gość" i dodać dowolny adres e-mail (może być nieistniejący).

Odwiedź mój:

Fejsbuk - tu piszę prawie codziennie.

Twitter - tu piszę jeszcze głupiej niż na Fejsie.

Instagram - tu mam relatywnie ładną twarz.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz