środa, 16 sierpnia 2017

Lata lecą? Chyba twoje!




Nazywam się Ania Pawłowska, mam 27 lat  i nigdy się nie zestarzeję.




Nie umiem robić selfie - moja sarkastyczna natura nie pozwala mi do tego zadania podejść z odpowiednią powagą. Moja sarkastyczna natura do wielu rzeczy nie pozwala mi podejść z odpowiednią powagą. A już na pewno nie do tematu wieku.


Hej dziewczyno, hej chłopaku, kiedy ostatnio słyszeliście, że czegoś nie powinniście robić? Że jesteście już na coś za starzy? Że czegoś nie wypada? Albo, że macie na coś ostatni dzwonek?




WYGLĄD

Kilka dni temu stałam pod sklepem spożywczym i czekając na siostrę, paliłam papierosa. Generalnie od dłuższego czasu nie palę, ale są takie chwile, że nic mi tak w życiu nie pasuje jak właśnie papieros, szczególnie gdy czekam na bułki. Wtem podszedł do mnie jakiś facet i powiedział: taka ładna pani nie powinna palić. Przyglądam mu się, zauważam, że trzyma papierosa i odpowiadam: powiedział gość ze szlugiem w ręce. A wtedy on: ale ja mogą, a kobiety od tego robią się z wiekiem coraz brzydsze!

Pierwsze co wtedy pomyślałam, to nie czy ma rację czy nie ma racji, czy mi miło czy niemiło. Pomyślałam: o ja pierdolę, co za kretyn.



STAN POSIADANIA

Dzisiaj usłyszałam od bliskiej mi osoby „to już czas Ania, lata lecą” - w domyśle, o moim braku potomstwa. Wraz z upływem lat, słyszę to coraz częściej, od wielu osób. I to czasem od ludzi, którzy doskonale wiedzą, że mam mocno ugruntowane poglądy w tym temacie. A żeby było jeszcze zabawniej, słyszę to najczęściej od tych, którym wczesne, niezbyt przemyślane małżeństwo i rodzicielstwo absolutnie nie wyszło na dobre. 



ETAPY

Jako dzieciak niemal nieustannie marzyłam o tym, by być starsza, niż byłam. W te lepsze dni, w ramach buntu, ubierałam czerwone trampki, w te gorsze wypychałam stanik skarpetkami. Czułam, że ludzie nie traktują mnie poważnie. Tak ogólnie, całe społeczeństwo, ze szczególnym wskazaniem na kilku nauczycieli w szkole i kilka osób z mojego około-rodzinnego otoczenia. Że mają w dupie moje (całkiem realne jak na tamte lata) problemy, potrzeby, chęć dyskusji, relacje z innymi i tak naprawdę wszystko. W mojej głowie odbija się echo przeszłości głosem mojej "dalszej ciotki", która nie raz, nie dwa, przy rodzinnym stole rzucała coś w stylu "Aniu, odejdź od stołu, tu dorośli rozmawiają o poważnych sprawach".

Później, pod koniec liceum, pojawiła się nowa narracja – wy jesteście jeszcze młodzi, mówili, wszystko przed wami, mówili. Teraz się bawcie, umawiajcie na randki, uprawiajcie te seksy, chodźcie na imprezy. Teraz jest czas na szalone wypady z koleżankami, rzyganie przez okno z akademika, smakowe prezerwatywy, wycieczki dookoła świata, albo chociaż dookoła osiedla. Teraz macie na to nasze pieprzone przyzwolenie.

I nagle, blisko trzydziestki, narracja znów się zmieniła. Teraz wszyscy się zastanawiają, gdzie moje dzieci, mąż, pies i kredyt hipoteczny. Zaznaczają, że powinnam się była wcześniej wyszaleć, że teraz czas na „prawdziwą stabilizację”. Rosoły, schaboszczaki, maszynę do odciągania mleka z cycka i pranie ręczne delikatnych tkanin. 

Rzeczywistość jest jednak inna niż pobożne życzenie społeczeństwa, a wygląda następująco; w czasie, gdy 1/3 moich znajomych bierze ślub, 1/3 właśnie się rozwodzi, 1/3 właśnie wrzuca fotki ze srogiego melanżu w jednej z europejskich stolic, jestem jeszcze ja, z nową grą Playersunknown's Battleground, zwiniętą w dolnym pasku narzędzi. Po bieganiu z dziewięćdziesięcioma facetami po wirtualnej opuszczonej bazie wojskowej, wzięło mnie, cholera, na refleksję. 

Piję gin z tonikiem, obserwując was wszystkich.




REFLEKSJA, A NAWET KILKA REFLEKSJI


Obserwuję wasze rozwody, rozstępy i rozczarowania. Wasze niespełnione z własnej woli marzenia. Wasze uleganie egoistycznym żądaniom innych. Przyjedź, pomóż, zrób. Przecież jesteś moją siostrą cioteczną ze strony wujka Teodora. Wypada żebyś tak zrobił.


Nic ci nie wypada.


Starzejemy się, to fakt. Nabieramy doświadczeń, kilogramów, zmarszczek i zaczynamy się cieszyć ze skarpet pod choinką. Ale co z tego. 


Nic nie musisz.

Nic nie powinieneś.


Żadne małżeństwo, dzieci, dobre wykształcenie, stabilna praca, czy odpowiedni wygląd nie nadają życiu celowości i szczęśliwości. Żaden drugi człowiek, zwierzę czy miejsce. 

Nadajesz mu sens ty sam. I nikt inny. 

Miałam 19 lat. Lekcja w szkole, jedna z ostatnich, przed maturą, już nie ważne czego. W odpowiedzi na moją opinię, nie zbieżną z opinią nauczycielski, dostaję komentarz „zobaczysz, jak będziesz stara, brzydka, z gromadką dzieci i obiadem do ugotowania, zobaczysz!”.

Nie zobaczę.


Nigdy nie będę stara, brzydka i bardzo wątpliwe czy kiedykolwiek zmienię zdanie na temat posiadania dzieci. Powoływanie życia tylko dlatego, żeby miał ci kto podać szklankę na stare lata, jest objawem skrajnego egoizmu. A gdy w dodatku robisz sobie dzieci, nie mając na nie odpowiednich warunków finansowych, stuprocentowego do nowego stworzenia przekonania i odpowiedniego partnera - jest to skrajnie nieodpowiedzialne. 


Mam przed oczami wasze chujowe związki, czy utrzymywanie kontaktu z kimś z rodziny, choć go nienawidzicie, bo tak trzeba, bo mama albo babcia wam tak każe. A jak wpadliście na imprezie w remizie no to musi być przecież ślub. Wasze #couplegoals, które kończą się po kilku lodzikach. 


Ludzie zaczynają być szczęśliwi, kiedy rozumieją, że lepiej być samemu niż z byle kim. Że szczęście zaczyna się od całkowitej akceptacji samego siebie w swoich czterech ścianach

Tu powinien pojawić się ktoś, kto aby zredukować dysonans poznawczy, powie coś w stylu "z takim podejściem zawsze będziesz sama". Przestań pierdolić, umaluj się, ubierz bardziej kobieco, przecież nikt cię nie będzie chciał w koszulce Call of Duty.

Zonk. Zawsze ktoś mnie chce, niemal nieprzerwanie od kiedy skończyłam szesnaście lat. Bo, ależ mi kurwa niespodzianka, w oczach niektórych ludzi nie jestem konglomeratem tkanek przeznaczonych na spermę, któremu przybywa zmarszczek, tylko mam jeszcze osobowość. 

Mam fajne poczucie humoru, jestem dobrym słuchaczem, uwielbiam dyskutować, dobrze się ze mną spędza czas, mam fajne, nietypowe zainteresowania. Mimo tego, że nie ważę już 47 kilo, mam coraz większe powodzenie u mężczyzn, coraz więcej wartościowych ludzi w swoim otoczeniu i coraz mniej tych, którzy do mnie nie pasują. Mam coraz większą wiedzę na różne tematy i coraz większe poczucie tego, że jestem po prostu fajna. Nie przechwalam się, a jeśli ktoś myśli że się teraz przechwalam, to ja mu mówię, że lepsze jest moje silne poczucie własnej wartości na które pracowałam latami (w zasadzie, współczuję wszystkim, którzy poznali mnie w latach 1990-2013), niż fałszywa skromność. 

To wy, obrońcy starych układów i fałszywej moralności, traktujecie mnie przedmiotowo. Nie szanujecie mnie bardziej, niż ci faceci, którzy zawsze chcą kończyć na twarzy, a rano nie robią nawet herbaty. Znacznie bardziej. Z resztą, a niech mnie, ja nawet z takimi facetami nie miałam do czynienia osobiście, a z wami wielokrotnie. 



GDZIE TY ŻYJESZ

Żyje w bajkowej krainie. Tutaj pocałunki smakują białym półwytrawnym winem, kochać można się na zielonej łące, a papier toaletowy jest zawsze na promocji.

Tutaj zawsze ktoś robi herbatę. Ale to nie tak, że są tu tylko jednorożce, księżniczki i najprzystojniejsi królewicze w białych Mercedesach. Po pierwsze wolę czarne samochody, a po drugie są tu też smoki. Na przykład niedawno zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy - ale mam miecz. Największy miecz w królestwie i ze wszystkim dam sobie radę. 

To bajka, w której zostało już napisane wiele rozdziałów. Rzecz działa się nie tylko w pięknym zamku, ale także w takich dziurach jak Raszyn. Bywało się księżniczką i bywało się rycerzem, w wielkiej bazie wojskowej. Trochę się zjadało najtańszego chleba z najtańszym pasztetem, trochę spijało się najdroższego szampana. 



WIĘC O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI

Możesz nazwać mnie niedojrzałą. Możesz powiedzieć, że się nie do końca wyszalałam za młodu. Ja mam jednak inne zdanie - może to nie o wyszalenie chodzi. Może to chodzi o to, by w życiu cały czas utrzymywać pewien poziom emocji.

Jeśli robisz jakieś rzeczy w przeświadczeniu, że są dla Ciebie dobre, chociaż ja się z nimi nie identyfikuję - rób je, kibicuje ci z całego serca. Ale zastanów się czy to na pewno twój wybór. Ja robię prawie tylko rzeczy, na które mam ochotę (prawie, bo jednak czasami muszę umyć łazienkę).

Wsiadam w auto, mimo iż nie mam prawa jazdy, aby jeździć po opuszczonych lotniskach i placach budowy. Skaczę po kałużach. Uśmiecham się do ludzi na ulicy. Nucę melodię w warzywniaku. Zaglądam do opuszczonych domów. Odkurzam i nastawiam pralkę w niedzielę.



Musisz, powinnaś, nie wypada, to już ten wiek, jak ty to sobie wyobrażasz, nie możesz, co ludzie powiedzą.




Nazywam się Ania Pawłowska, mam 27 lat. 


Jeśli powielasz te wszystkie głupoty – znajdę cię.



Znajdzie cię ten tekst.


Zrobimy ci kuku.



  




Na tej stronie komentarze są obsługiwane przez wtyczkę Disqus, mogącą nie wyświetlać się poprawnie w wersji mobilnej strony. Jeśli chcesz dodać komentarz anonimowo, po wpisaniu jego treści, wystarczy wpisać swoje imię/nick, zaznaczyć pole "wolę pisać jako gość" i dodać dowolny adres e-mail (może być nieistniejący). 

Zaobserwuj mnie w dogodny dla Ciebie sposób, linki poniżej!






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz