piątek, 4 sierpnia 2017

Ćpał, objadał się, upijał i czytał Pudelka - czyli jak „Świnia ryje w sieci"?


Blogi i książki. Jak się okazuje, obecnie te wytwory wzajemnie się przenikają w całkiem udanej formie - nawet, jeśli zmyślisz wywiad z Tomaszem Adamkiem, albo wspominasz striptiz starszej kobiety, która z pochwy wyjmuje* sobie... 


Zapraszam na recenzję książki „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera", wydaną przez wydawnictwo Edpiresse, którą poczynił znany i poczytny bloger, kryjący się pod pseudonimem PigOut (klik)

PigOut'owego bloga, jak i samego autora poznałam dosyć niedawno i to prawie na żywo (tak, wiem jak się naprawdę nazywa). Hejter trafił na hejtera, więc zapałaliśmy do siebie gorącym, aczkolwiek platonicznym uczuciem (spokojnie Madzia, spokojnie Janusz**). Legenda głosi, że rzeczony twórca, to nieślubne dziecko gości z Make Life Harder (tylko fajniejsze od ojców). Ciekawe ile razy Autor przeczyta podobne porównanie? Tak czy siak, nie potwierdzam, nie zaprzeczam - jak dobry polityk.

Ad rem. 


Nie oceniaj książki po okładce, mówili


Bo co? Zamierzam od tego zacząć. Otóż w pierwszej chwili szara okładka „Świni (...)" wydała mi się trochę nudna, a i dobrane fonty mi nie grały. Odkładając jednak książkę na półkę, pomiędzy „Biblię Tysiąclecia", a harlequiny spostrzegłam, że minimalistyczna szata graficzna dzieła PigOuta, wśród tandety lśni jak diament. Podobny efekt został osiągnięty w Empikach, gdzie Świnka wyróżnia się pośród feerii książkowych barw. I o to chyba chodzi.





















Jak ugryźć tę wieprzowinkę?


W środku mamy 250 stron podzielonych na cztery rozdziały. Świnia kolejno ryje w sieci, potem na czerwonym wydanie, następnie na własnym korytku, by na końcu ryć w podróży. Czyli że ryje konsekwentnie i wszędzie. 

To zbiór felietonów, łamane przez, kartek z pamiętnika, gdzie autor, z manierą Bogusława Lindy i humorem Louisa C.K., tnie językiem, zabija sarkazmem, hojnie dzieli się spostrzeżeniami i celnie strzela anegdotami.

W ten oto sposób dostaje się między innymi: internetowi (w wielu aspektach), korporacjom, wszystkim twarzom Greja, Zmierzchowi, oazie w Lednicy, lotnisku w Radomiu, Sylwestrowi (TEMU Sylwestrowi), Walentynkom, randkowaniu, blogowaniu, celebrytom, modzie męskiej, ślubom, a nawet... Traktowaniu żon prezydentów, w sensie pierwszych dam.

Kościelisko albo Murzasichle, wycieczka szkolna. Wchodzę do góralskiego sklepu, takiego, gdzie kupisz mydło i powidło, w oczy wpada mi półka z zajebistymi, ręcznie rzeźbionymi procami. 
- Przepraszam, po ile te proce? 
- To są Jezuski na krzyżu!


Moja siostra w roli modelki. Ja bym się w takim kadrze nie zmieściła.


















Świniak z rożna


„Świnia ryje w sieci", to nie książka dla kretynów. Piszę o tym, bo niejednokrotnie trafiłam na surowe oceny „prawdziwych literatów" w kontekście twórców internetowych, którzy postanowili podreptać do wydawnictwa (albo wydawnictwo podreptało do nich). Trzeba mieć rozeznanie we współczesnym świecie; w polityce, w historii, w ludziach, w zjawiskach społecznych, w szeroko rozumianej popkulturze, aby książkę PigOuta zrozumieć i uprawiać przy niej nieustanne podśmiechujki. „Świnia (...)" skierowana jest bowiem do obeznanego w wiedzy ogólnej czytelnika, charakteryzującego się dystansem, inteligentnego, ale jednocześnie takiego, co nie pogardzi żartem o kupie. A ja wychodzę z założenia, że tylko inteligentni ludzi potrafią żartować „o kupie" bez oburzania się. Zmierzam do tego, że choć książka jest lekka (z czego nawet sam autor sobie delikatnie drwi), nie jest jednocześnie oczywista, jak opinia Rafała Ziemkiewicza o feministkach.

Autor udowadnia, że w dobie wielkich uproszczeń, blogów, vlogów, emotikonek i gimnazjalnych, trzyliterowych skrótów myślowych. nie trzeba chwytać po prymitywne triki, mające na celu sprawić, że czytelnik ryknie śmiechem w pociągu. Wybucha śmiechem i bez tego (przetestowane). Nawiasem mówiąc, wiecie jak się ludzie na mnie patrzyli? 


„Tak jak Batman potrzebuje Robina, tak wy potrzebujecie siebie."  
- pigoutowe życzenia dla nowożeńców 
(spoiler alert: później dodaje, że Batman bez Robina tak naprawdę radzi sobie znacznie lepiej)


Do moich faworytów bez wątpienia zalicza się historia, gdy PigOut znalazł na strychu skrzynię ze stosem starych numerów „Przyjaciółki" z lat '60, w których była rubryka pt. „Wypada / nie wypada", gdzie czytelnicy proszą redakcję o radę w sprawie zachowania się w różnych sytuacjach towarzyskich. „Redakcyjne", alternatywne odpowiedzi Autora, mogą skutkować przesadnym bananem na buzi.

Na szczególną uwagę zasługuje także, moim zdaniem, historia z maryhuaninowymi ciasteczkami w Amsterdamie (miałam to samo na Woodstocku, a nawet gorzej, kiedyś o tym napiszę!), przewrotny striptiz w Tajlandii, czy mózg, który podrzuca żenujące historie z przeszłości, w środku nocy. Wszystkiemu temu przyświeca wielka myśl, że takich „Skazanych na Shawshank" czy „Matrixów" już nie ma. I to jest fakt.


PigOut na mięsnym w znanej sieciówce. Subtelny product placement, nie ma co.






















Perły przed wieprze 


Czy wnoszę jakieś zarzuty? Tak. Po pierwsze mam wrażenie, że niektóre wzmianki w książce mogą się bardzo szybko przeterminować, ponieważ odwołują się w bezpośredni sposób do wydarzeń i smaczków w popkulturze, które dotyczą ostatniego czasu, najdalej roku wstecz. A książki są wieczne! Rozumiecie o co mi chodzi? To trochę tak jak z hasłami „ale, że Dudka nie wzięli na Mundial!" albo „Balcerowicz musi odejść". Coś tam kiedyś było, ale kto by to pamiętał. 

Druga sprawa, to powtarzanie kilku tekstów z bloga (tak, przeczytałam cały blog #truefansneverdie). Nie jest to jednak duży zarzut, ponieważ są to teksty znakomite i dobrze, aby ludzie, którzy nie umieją w czytanie blogów, je poznali.


Cóż, jeden trening wystarczył (...) żebym odszczekał wszystkie obelgi, którymi kiedykolwiek rzuciłem w Chodakowską. (...) Żeby je przetrwać (przyp. red.: te treningi), trzeba mieć uszkodzony błędnik i totalnie wyjebane na podstawowe prawa fizyki.


Czy PigOut mnie zhejtował? Tak. Nadepnął na mój wrażliwy punkt. Mam wiele zalet, ale równie dużo wad. Jedną z nich jest tworzenie politycznego kontentu na Fejsie, co Świnia ostro zjechała. Co więcej robię to nagminnie i nieustannie. Czytając więc hejt na samą siebie, uśmiechnęłam się w duchu i chwilę potem napisałam post o jabłkach i sadach na Fejsiku #wolnesady.





Podano do stołu


Hejter to słowo dobrane nieco na wyrost. Do heheszkowania i przyciągnięcia czytelników przez Pigouta, nadaje się jak najbardziej. W rzeczywistości jednak, „Świnia ryje w sieci" jest niegłupim, dosadnym i wnikliwym komentarzem do rzeczywistości. Bierzcie ten bekon i wcinajcie.




Książkę PigOuta możecie kupić TUTAJ.




*dowiesz się jak przeczytasz książkę ;)
**prawie wszystkie imiona małżonków i konkubentów zostały zmienione





P.s. W „Świni (...)" znajdziecie cenną radę odnośnie overbookingu w samolotach. Jeśli dużo podróżujecie samolotami, zmieni ona Wasze życie. 





Na tej stronie komentarze są obsługiwane przez wtyczkę Disqus, mogącą nie wyświetlać się poprawnie w wersji mobilnej strony. Jeśli chcesz dodać komentarz anonimowo, po wpisaniu jego treści, wystarczy wpisać swoje imię/nick, zaznaczyć pole "wolę pisać jako gość" i dodać dowolny adres e-mail (może być nieistniejący). 

Zaobserwuj mnie w dogodny dla Ciebie sposób, linki poniżej!






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz