PRZYWITAJ SIĘ:

piątek, 20 stycznia 2017

Transmetropolitan - cyberpunkowa dystopia, cyniczny dupek i brzydki kot




Czy zdarzyło wam się chcieć przespać z kimś niezbyt urodziwym, tylko dlatego, że jest bardzo inteligentny?



Wiecie co? Lubię czytać tylko naprawdę dobre recenzje.

Nie oznacza to jednak, że nie lubię recenzji pisać. Ale bardzo boję się, że popełnię średnią lub kiepską, nie oddając przy tym dokładnie tego co czuję. I chociaż Kącik nigdy nie miał być platformą do prezentowania recenzji, to jednak uczynię wyjątek. Tak jak wcześniej uczyniłam dwa wyjątki (klik oraz klik) uprzednio. 

Bo czuję się jakby ktoś mi wlazł do głowy, przemielił wszystko maszynką do mięsa i wyszedł, zostawiając na deszczu w samej bieliźnie.


* * *


Co wy wiecie o komiksach, hę? 


Znaczna część ludzi stawia je pewnie na równi z bajkami dla dzieci. Komiks funkcjonuje z kulturze jak wyrzutek. To zły, daleki krewny literatury, który nie wpasowuje się w salony i splendor. Tak jak i Pająk Jeruzalem - znany dziennikarz, bohater wyśmienitej serii Transmetropolitan, autorstwa Warena Ellisa (scenariusz) i Daricka Roberstona (rysunki), wydanej przez DC Comics.

Każdy album tej serii, której pierwsza część ujrzała światło dzienne już dwadzieścia lat temu, został opatrzony na okładce hasłem "sugerowany dla dojrzałych czytelników". I trudno się dziwić. Nie jest to kolejna opowieść o superbohaterach, którzy ratują świat przez złym antagonistą. Wprawdzie antagonistów mamy tutaj co nie miara, komiks porusza problemy, które znamy z szarej rzeczywistości. Korupcja, bezsensowna przemoc, pedofilia, prostytucja nieletnich, rasizm, faszyzm, zmiany w systemie politycznym, cenzura mediów i wiele innych. Dlatego, moim skromnym zdaniem, w przypadku serii Transmetropolitan, warto byłoby się trzymać określenia powieść graficzna, które nadaje trochę więcej powagi i sugeruje, że nie jest to bajka dla dzieci.



The future is now


Dwadzieścia lat temu.

Był rok 1997. W domach przeciętnych zjadaczy chleba, zaczęły pojawiać się pierwsze nieśmiałe podrygi technologii, w postaci telefonów komórkowych niczym cegły i popularyzującego się internetu modemowego. W takim czasie powstaje Transmetropolitan. Warren Ellis, czyli mieszkający w Wielkiej Brytanii gość, który pisze scenariusz, jeszcze nie wie, że za chwilę, że już za momencik każdy będzie nosił telefon przy sobie, podobnie jak cały internet, że będą drony, nowe choroby, że Donald Trump zostanie prezydentem, że technologia pozwoli zrobić coś tak bardzo nieprawdopodobnego jak Google Glass, a wojsko będzie pracować z naukowcami nad elektroniczną formą materiału.

Ale Warren nie jest głupi. Uważnie obserwuje świat od dłuższego czasu. Dużo czyta, analizuje, prognozuje, dodając trochę fikcji. W ten oto sposób, kreuje swoją wizję przyszłości. Niedalekiej przyszłości. W której technologia jest największym sprzymierzeńcem ludzkości i jej największym przekleństwem. Choć tak naprawdę stanowi tylko tło do ukazania problemów, które stworzył sobie człowiek.

Podczas lektury, pierwszy uśmiech na twarzy pojawił mi się, gdy okazało się, że główny bohater jest dziennikarzem i pisarzem. Podejrzewałam, że dzięki temu scenarzysta (czyli wyżej wspominany Warren Ellis) nada komiksowi jakąś ciekawą formę narracji. Nie myliłam się. Sporo wstawek pomiędzy przygodami, to pisane przez Pająka felietony.

Ale prawdziwy uśmiech od ucha do ucha, pojawił mi się wtedy, gdy zobaczyłam jak nazywa się kolumna w gazecie The Word, do której Pająk pisze. "I hate it here". Zrobiło mi się ciepło na serduszku, a mój Kącik Nienawiści nie mógł doczekać się co będzie dalej. 



Ach, te polityczne mniejsze zła...


Dlaczego Pająk? Pewnie dlatego, że pająki tworzą sieć. I łapią w nią swoje ofiary. Dlaczego Jeruzalem? Nie do końca wiem, chociaż można tu dopatrywać się delikatnych nawiązań do motywu mesjanizmu. Nasz główny bohater często powtarza, pośrednio lub bezpośrednio, że najważniejsze, to dotrzeć do prawdy, interesować się światem i poprzez media, stara się zarazić ludzi takim podejściem, poprowadzić ich po właściwych torach.

Nosi martensy. Stawia trudne pytania. Ma krzywe zęby. Pali szlugi. Jest bystry, aktywny, odważny, choć czasami wręcz brawurowy, cierpliwy. skupiony. Jest szaleńcem. Jest łysy.


U niego w domu, siedzi brzydki, dwugłowy, biały kot. Gdy zaczynamy przygodę z Pająkiem, zostaje on wezwany ze swojego domu w górach, do Miasta (The City), aby zrealizować swój kontrakt na napisanie dwóch książek. Szybko odświeża współpracę z gazetą The Word i jej redaktorem naczelnym Mtchellem Roycem. "Słowo" było jego poprzednim miejscem pracy, jednak tak bardzo zmęczył się Miastem, że zrobił sobie od niego pięcioletnią przerwę. 

Ledwo dwadzieścia godzin od powrotu do miasta i już jestem bardziej wściekły niż bękart w dzień ojca.
Pająk Jeruzalem

A Miasto żyje swoim tempem, z całą masą problemów. Jednym z nich, są zbliżające się wybory prezydenckie. Pająk postanawia przeprowadzić wywiad z obecnym prezydentem - Bestią (The Beast) i jego największym konkurentem - Śmieszkiem (The Smiler). To w zasadzie główne, wyjściowe wydarzenia, które dają tło całej masie kolejnych. Obydwaj kandydaci mają sporo brudu pod paznokciami, co skutkuje postawieniem mieszkańców miasta przed wyborem tragicznym. A w powietrzu wisi widmo rządów totalitarnych. W prosty, zabawny i cholernie trafny sposób, twórca komiksu próbuje czytelnikom opowiedzieć o absurdach polityki i jej brutalnych prawidłach. 




Jak być dobrym dziennikarzem?


Gdy dzwoni redaktor naczelny, Pająk może spodziewać się czułego pytania: GDZIE MÓJ PIERDOLONY FELIETON?! 


A nasz główny bohater ciągle tworzy, ciągle pisze. Przysiada na ulicy. Obserwuje wszystko z wieżowców. Wepchnie się w każdą dziurę. Przeklina, ale umiejętnie przeklina. Jest świadkiem zamieszek mniejszości etnicznych (tutaj, dla przykładu, tranzientów). Wysłuchuje cierpliwie historii przerażonej kobiety, która uprzednio zamrożona w latach sześćdziesiątych XX wieku, budzi się po wielu latach hibernacji w rzeczywistości, której się nie spodziewała. Całuję ją w czoło. Nie obawia się zaatakować pytaniami polityka, który chodzi na dziwki. Z resztą, nie tylko pytaniami. Pomaga córce ubogiej kobiety odkupić z lombardu ulubioną zabawkę. Daje ramy dantejskim scenom. On jest wszędzie tam, gdy ktoś płacze, głoduje, daje dupy, choć nie powinien. Gdy sprzedaje się swoją godność i duszę. Gdzie dzieje się komuś krzywda, gdy pojawia się niesprawiedliwość. I pytania bez odpowiedzi.




Twórca Transmetropolitan  krytykuje amerykańskie społeczeństwo, ale także każde społeczeństwo konsumpcyjne. Wyśmiewa się z telewizji, szczególnie programów rozrywkowych, reklam, rozerotyzowanych przekazów. 

W internecie można przeczytać, że inspiracją do powstania Pająka Jeruzalema, był prawdziwy pisarz i dziennikarz Hunter S. Thompson - pionier dziennikarskiego nurtu gonzo, gdzie w relacje wydarzeń pisze się w bardzo subiektywnym stylu, wymieszanym z fikcją. Na podstawie książek Thompsona powstały dwa popularne filmy - Las Vegas Parano i Dziennik zakrapiany Rumem




Trochę cyber, trochę punk


Tak jak wspomniałam wcześniej, technologia stanowi jedynie tło, do pokazania różnych mrocznych stron rzeczywistości. Jednak wszystkie elementy, które tworzą cyberpunkowy klimat Miasta, są godne tego, by o nich wspomnieć.

Mieszkańcy Miasta fajnie się noszą. Każdy z nich wydaje się lubować w dosyć ekstrawaganckim punkowym stylu, doprawionym elektroniką i wszelkiego rodzaju implantami. U kobiety często zauważymy kolczyki w formie lewitujących małych planet.

Zróżnicowanie ras i zupełnie niecodzienne rozumienie ról społecznych, staje się doskonałym podłożem do wszczęcia konfliktów natury rasistowskiej czy szowinistycznej. Kolor skóry czy płeć, to przy tym banał.

Warren Ellis "przewidział" (w cudzysłowie, bo nie on jako pierwszy) przedmioty codziennego użytku, które znamy: czytniki książek, powszechność telefonów (tylko tutaj korzysta się z nich w formie implantów w głowie), powszechność internetu, wszechobecne hologramy, drony z kamerami.

Bardzo spodobał mi się pomysł na obecne w Mieście "blokady ulic" - pola siłowe, które szybko i skutecznie są w stanie ogrodzić daną część miasta. Wbudowane w chodniki ekrany z informacjami, dodają zmultimedializowanemu miejscu życia. W domach, ludzie korzystają ze specjalnych maszyn - Stworzycieli (Makers), które pozwalają na uzyskanie prawie każdych przedmiotów, jakie potrzebne są w przeciętnym domostwie. 

Daleko posunięta medycyna i nauka, stworzyły w świecie Transmetropolitan rzeczy dobre i przydatne jak, na przykład, lek na raka. Ale też przerażające - jak bomby, które powodują atak serca, bomby autokanibalistyczne czy impulsy, które zmuszają ludzi do różnych czynności seksualnych.




Pająku, Polska Cię potrzebuje! 


Gdyby Pająk Jeruzalem był prawdziwą postacią, dziś byłby znanym blogerem lub youtuberem. Ewentualnie byłby nowym wyrazistym dziennikarzem, który mógłby się wpasować w realia, dla przykładu, Superstacji. Polska, świat, potrzebuje takich barwnych postaci, aby poruszyć serca ludzi i pokazać im trudne sprawy w przystępny sposób.

Dlaczego w naszym kraju Transmetropolitan nie odniósł sukcesu? Podejrzewam, że tylko dlatego, że jest komiksem. Odnoszę wrażenie, że jako czytelnicy tak ogólnie, lubimy historie, które stanowią krytykę rządów totalitarnych i makdonaldyzacji społeczeństwa. Lubimy przecież historie z pogranicza Mistrza i Małgorzaty, Ferdydurke i V jak Vendetta (to ostatnie też pierwotnie było komiksem). Nie mylę się, prawda?

A jednak, jeden z najbardziej znamienitych komiksów spod szyldu DC Comics pozostał w cieniu. Dlatego ja z tego cienia postanowiłam go wyciągnąć. 


Każdy ma swoje własne zamiłowania: piłka nożna, kopulacja, picie piwa z puszki. Mnie natomiast ogromną przyjemność sprawia dowiadywanie się różnych ponurych rzeczy z trudnych książek. 

Stanisław Lem 


Z czym to się je


Trasmetropolitan pomyślano w 60. epizodach, wydanych następnie zbiorczo w 10. tomach. Każdy epizod ma mniej więcej 25 stron, co daje nam łącznie około 1500 stron historii. Choć taka ilość stron może przerażać, nie musicie się obawiać, że wpadniecie jak w Modę na Sukces czy Supernatural. Weźcie pod uwagę, że to jest jednak komiks, więc tekstu jest tu mniej. Po za tym, czyta się go jednym tchem (myślę, że całość przeczytałam, z przerwami na wydalanie i sen, w dwa pełne dni).,

Trans doczekał się polskiego wydania, za sprawą wydawnictwa Mandragora, jednak kiepskie zainteresowanie komiksem spowodowało, że po kilku tomach z dalszej publikacji zrezygnowano. Nie bój nic, bo na szczęście nie polecam czytania w naszym języku ojczystym - tłumaczenia są wybitnie nieudane. Przebrnęłam przez pierwsze 3-4 polskie tomy, co chwilę czegoś nie rozumiejąc, gdy jednak przerzuciłam się na angielski, w końcu czytało mi się płynnie.

Krakowskie gołębie za pięć lat.


Dla kogo?


To pozycja dobra dla czytelników pełnoletnich, ale mogą być komiksowymi nowicjuszy, bo porusza dojrzałe tematy, trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić. Już nigdy nie pomyślicie o powieściach graficznych w kategorii bajek dla dzieci.

To pozycja dobra do osób, które lubią czarny humor i nie czerwienią się na dźwięk słowa "kurwa", ale, mimo wszystko, cenią sobie literacki język. 

Ta pozycja zainteresuje wszystkich, którzy lubią kryminały i rozwiązywanie zagadek.

To pozycja dobra dla starych wyjadaczy, zmęczonych Awendżersami czy Dedpulami, mających wrażenie, że jeśli po raz kolejny zobaczą Harley Queen z Suicide Squad, to gdzieś na świecie zginie mała panda.

To dobra pozycja, jeśli spodobało ci się Miasto Grzechu (Sin City). Jeśli wzruszyłaś/eś się przy Sandmanie. Jeśli masz ochotę na odrobinę beznadziei w stylu Hellblazera. Ale też brudu w stylu Preachera. Jeśli lubisz subtelne Easter eggi. Jeśli masz głód czegoś dobrego.


* * *

Jak tam moje clickbaitowe pytanie? Zdarzyło Wam się chcieć przespać z kimś niezbyt urodziwym, tylko dlatego, że był bardzo inteligentny?

Ja odmawiam odpowiedzi na to fandomowe pytanie. 




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz