sobota, 22 listopada 2014

Serce (nie) sługa


Śniło mi się, że jestem z Nergalem i że jesteśmy na wsi. Adam Darski zaproponował pójście na pokaz piosenki słowiańskiej. Pamiętam jak głośno w tym śnie protestuję: ADAM, NIE IDŹMY TAM. Obudziłam się z ręką symbolicznie zasłaniającą czoło. Dziś o związkach będzie.


O związkach, bo najbardziej lubicie i najczęściej wyświetlacie teksty o tym, że żyli długo i szczęśliwie albo nie żyli długo i szczęśliwie, lecz przynajmniej oddawali się kopulacji długo i szczęśliwie. To, że mam coś nowego i ciekawego do powiedzenia w tej kwestii, nie ma oczywiście najmniejszego znaczenia.


Pamiętam, że z Nergalem we śnie poszliśmy na ten pierdolony pokaz czy koncert. Mruga mi jeszcze w otchłani pamięci barwna spódnica krasnej dziewoi i jej równie krasna szminka, obraz w slowmotion. Wzdrygam się, choć to piękny kolor, trochę jak Russian Red od MACa, Mózg potrafi płatać figle, nawet jeśli obecność tak skrajnych klimatów w ramionach Morfeusza wydaje się być usprawiedliwiona - Behemotha słucham od dłuższego czasu na przemian z Burialem czy Trentemøllerem czy jeszcze zupełnie inną w klimatach Wardruną.

Gdyby istniała rzeczywistość równoległa, w której miałabym możliwość być partnerką Nergala, to bym nią nie była. Bo choć lubię taką muzykę i szanuje to, że lider zespołu Behemoth rusza w każdej materii pod prąd, moim zdaniem zbyt dotkliwie przechodzi syndrom Ibisza, a przecież jeszcze nie ma nawet czterdziestu lat.

Gdyby istniała rzeczywistość równoległa, w której mam znów 16 lat i w której miałabym możliwość być partnerką Nergala, z zachowaniem moich upodobań muzyczno-estetycznych, ale z zachowaniem również sporej dawki obojętności i tumiwisizmu jakie wtedy mnie cechowały, byłabym szczęśliwą gówniarą.


By ideały wzorcem się stały


Dziś gdy nie ma we mnie już takiej obojętności i tumiwisizmu, coraz bardziej uczulam się na to wszystko, co mnie otacza. Z przerażeniem, a nawet lekkim obrzydzeniem obserwuję jak ludzie zadowalają się czymkolwiek w związkach. Bo potrzeba bliskości. Bo smutno wracać do pustego mieszkania. Bo jak mieć własne mieszkanie jak samemu zarabia się 2000zł. Bo we dwoje łatwiej. Bo poruchać coś można. Bo tak wyszło. Bo się zakochaliśmy się w sobie w pierwszej klasie gimnazjum i jesteśmy ze sobą już 10 lat i jakoś tak głupio byłoby zerwać. Bo co powiem rodzicom, jak zapytają kiedy się ustatkuje. Bo wszyscy kogoś mają. 

Nie uzmysłowiałam sobie przez długi czas skali zagadnienia. Któreś kolejne zwierzenie znajomej osoby o niepowodzeniu w związku, wyplute przy piwie, bo jak tak na trzeźwo narzekać na idealny związek, było furtką do otwarcia oczu, pełnego uzmysłowienia sobie sytuacji. Okazuje się, że gdy zwykła, naukowa chemia, wypełniona fajerwerkami mija, ostygłe serce wmawia sobie, że o to przy tobie znajduje się druga połówka pomarańczy czy jakiegokolwiek innego owocu cytrusowego. Ale na tym etapie, choćby Ci wszyscy mówili, że czas na zmiany, nie zrobisz nic, dopóki nie uzmysłowisz sobie kilku rzeczy.

Potwór, nie potwór


Gdy uwielbiasz blondynki, nie wybieraj brunetek. Spore uproszczenie z mojej strony? Możliwe, bo kolor włosów można zmienić, ale zależy mi na prostym przykładzie. Jeśli coś w sposób szczególny podoba ci się u płci przeciwnej, niekoniecznie cecha wyglądu - być może jakaś cecha charakteru, zainteresowanie czy cokolwiek innego - nie rezygnuj z tego, zadowalając się czymkolwiek innym. Nie zapełniaj pustki, tylko dlatego, że pustka istnieje. To rodzaj higieny emocjonalnej. Jeśli ją utrzymasz, rzadziej dopadnie cię zrezygnowanie, frustracje i rozczarowania. No i to zwiększy szansę na to, że w końcu poznasz tą wymarzoną blondynkę. A z brunetką, która tylko zapełnia pustkę, ale nie jest tak naprawdę w twoim sercu twoja, a ty jej - będzie ci o wiele trudniej.

Jeśli jesteś z kimś, to lubi rzeczy zupełnie różne niż ty, ma inne poglądy polityczne czy religijne, to niestety żadne gwiazdy na niebie na dłuższą metę nie wróżą wam dobrze. To nie wynika ze złej woli gwiazd, czy mojej osoby, która pisze takie rzeczy, ale z tego, że ludzi łączą sympatie i antypatie. Im bardziej się one wzajemnie pokrywają, tym lepiej dla przyszłości związku. Myślę, że jakbym lepiej umiała matematykę i komputer, to bym mogła na ten temat zrobić wykres w Excelu, gdzie zilustrowałabym kwestię wprostproporcjonalności sympatii i antypatii.
Także jeśli nie lubisz piosenek słowiańskich - nie wiąż się z psychofanem tych piosenek.

Kocha, nie kocha


Gdy jesteś nastolatką i kochasz, to wszyscy powiedzą, że nic nie wiesz o tym uczuciu, bo dopiero co lalkami przestałaś się bawić. A ty naprawdę kochasz przecież tego Brada Pitta, może niedojrzale, może infantylnie, ale szczerze. Tylko ta głupia dziwka Angelina po prostu znalazła się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie (w przeciwieństwie do ciebie).

Gdy jesteś dorosły, to mówią, żeby mieć chłopaka/dziewczynę, bo jak to tak bez, kiedy ślub, kiedy dzieci. Bo formalizacja związku, naturalnie w Kościele, to dalej stereotypowy obowiązek (trudno się dziwić, hajs się zgadza od dwóch tysięcy lat). A co jeśli nie chcesz? A co jeśli chcesz, ale nikt ciebie nie chce? A co jeśli nie możesz trafić na nikogo godnego twojej uwagi? A co jeśli chcesz się bawić i nie interesuje cię stały związek? A co jeśli trafiłaś wcześniej na chuja i przez najbliższe kilka miesięcy zamierzasz odchorować pranie skarpetek, być sezonową starą panną z kotem jednym lub dwoma, góra osiem? Nikogo to nie obchodzi, masz iść i się rozmnażać.

Gdy jesteś stary, to już z kolei nie możesz się zakochać, bo to dobre dla młodych, teraz masz być stary i zajmować się sprawami starszych czyli bingo i szydełkowaniem (jeśli marzysz o nowych silnych emocjach, to właśnie te sprawy powinny cię zainteresować jako człowieka starego).

Czas i miłość nie chodzą ze sobą (w parze). Nie gra roli czas jako dni, miesiące, lata - gdy się kogoś kocha, to ta osoba zawsze w jakiś sposób będzie nam o sobie przypominać. I nie straszna tu będzie wojna, jednostki pomiaru długości jaką jest kilometr czy mila, czy zwykła proza życia. A drugim ujęciem kwestii czasu jest to, że wiek nie gra roli - ani różnica wieku pomiędzy partnerami, ani nasz wiek, kiedy wpadamy w sidła amora.

Z jednym wyjątkiem - poprawnie politycznie będzie, gdy zaznaczę, że zbyt dużo różnica wieku na przykład ona 9 lat, a on 55 lat, to niezbyt dobre połączenie, faux pas.

Jesteśmy stali wpisani w formę kulturową, która zmienia się bardzo powoli, albo nie zmienia się wcale. Jesteśmy połączeni w jednym kręgu życia - tak kiedyś powiedział Mufasa, ale potem umarł. Jak wszyscy, którzy mówią mądre rzeczy. Ale to nie znaczy, że należy dać się podporządkować presji społecznej. Presje społeczną najwygodniej trzyma się pod butem - wiesz, że istnieje, ale to ty ją kontrolujesz.

Seks (b)analny 


Złożoność pojęcia miłości idealnej, to tak abstrakcyjne zagadnienie dla ogółu społeczeństwa, jak dla mnie pojęcie funkcji trygonometrycznej. Dlatego, że na co dzień ten temat poruszany jest tylko w czasopismach kobiecych, pomiędzy rubryką o przepisach świątecznych, a rubryką o tekście jak dobrze zrobić loda. Potrafimy mówić z wypiekami na twarzy i rozrzewnieniem o wygolonych cipkach czy wybielonych odbytach, ale nie potrafimy mówić o rozpalonych sercach.

Wbrew pozorom mam dosyć konserwatywne podejście jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie. Selektywnie konserwatywne, ale jednak. Jeśli uważam, że nie należy zadowalać się czymkolwiek, to uważam tak w każdej materii związku. Rozumiem i akceptuję pogląd, w którym osobnik X ma ochotę na przypadkowy i niezobowiązujący seks z osobnikiem Y, nawet jeśli mnie osobiście taki model nie odpowiada na dłuższą metę. Ale jeśli jesteś osobą, która tak jak na nie ma już ochoty być częścią społeczeństwa, w której przyświeca myśl, że idąc do klubu i pijąc drinka, automatycznie masz ochotę partycypować w celebracji członków zebranych wokół samców, to nie czuj presji. Nie czuj presji nigdy, w innych sytuacjach też. Niech seks nie będzie kompulsywnym zachowaniem z przypadkową osobą, mającym na celu zaspokoić nagłą potrzebę fizyczną. To też rodzaj higieny emocjonalnej.

Bezzębny Józek


Powiecie, że w czasach, gdy wszystko zmierza do standaryzacji, niech pozostanie kilka rzeczy, które absolutnie nie wpiszą się w żadne ramy. Racja. Gdy pojawia się uczucie, rzadko kiedy człowiek kieruje się zdrowym rozsądkiem. Zasady, o których napisałam powyżej warto mieć jednak chociażby gdzieś z tyłu głowy. Nigdy mnie nie zawiodły i zawsze się do nich odnosiłam, nawet jeśli zdarzyło mi się postępować niezgodnie z nimi. Na pewno, choćbyście nie wiem jak tego bardzo pragnęli, nie istnieje miłość idealna. Jest jednak kilka czynników, które sprawiają, że obdarzając drugiego człowieka pozytywnym silnym uczuciem, mamy szansę stworzyć coś trwalszego niż dynia wydrążona na Helołin.
Może być jednak i tak, że oto przed tobą pojawi się pozorny ideał - piękny, pasujący pod każdym względem. Ale ty będziesz mieć w głowie bezzębnego Józka, którego znasz od lat. Wybierz bezzębnego Józka.


Serce będzie waszym sługą jeśli tylko na to pozwolicie



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz