PRZYWITAJ SIĘ:

piątek, 16 maja 2014

Przegląd... Wszystkiego

Po kilkutygodniowej nieobecności wychylam się nieśmiało zza rogu. Ukraińscy separatyści odseparowali mnie od laptopa. Amerykańska cenzura zabrała mi prawa autorskie. Dzień i noc regularnie uszkadzałam olimpijską bramę nieopodal Teatru Słowackiego. Pochłonął mnie trójkąt bermudzki w postaci Adamek-Pawłowicz-Putin. Po tym wszystkim podzielę się szczerą, być może szokującą opinią - brody są seksi.


Intelektualne niziny szukające swego miejsca w polityce. Skandal obyczajowy z kontrowersyjną osobą w roli głównej. Wojna. Od lat ciągle to samo.


Kiedy Zbyszek poznał Tomka


Z Adamkiem to w ogóle jest ciekawa historia. "Swój chłop", "typowy Polak", na oko taki co lubi schabowy i sobie chlapnąć. A propos chlapnięcia - jak prawdziwy Polski patriota, Tomek mieszka w Stanach. Podczas jednej z przejażdżek spowodował wypadek. Jak się okazało prowadził nie po herbatce. Jeśli po herbatce, to takiej góralskiej, wszak Tomek jest z Żywca. Poszedł do więzienia, wpłacono kaucję, zamieciono kurz pod dywan.

Nie bez kozery o tym wspominam. Przywołam tu innego kandydata do Parlamentu Europejskiego - Zbigniewa Ziobro. Pan ten znany jest między innymi ze swoich krytycznych poglądów dotyczących pijanych kierowców. Zawsze domagał się surowych, wręcz niewspółmiernie wysokich kar dla tych, którzy prowadzą po pijanemu. Doszło jednak do zmiany, gdy Zbyszek poznał Tomka. Solidarni Polacy spotkali się w Solidarnej Polsce. Obrona zachowania Adamka i wychwalanie jego zalet przez Ziobro nie miało końca. Co tak zmieniło poglądy ZZ? Wystarczyło, że Tomek powiedział publicznie: Bóg jest spoko, geje są be, odwiedził Radio Maryja i wszystkie inne człony toruńskiego centrum Saurona. Chociaż niezły z Adamka bokser, został pięknie znokautowany w starciu z Wellman i Prokopem. Oprócz zaściankowości, poleciały w stronę widzów duże dawki słomy prosto z obuwia.
Adamek mnie zachęcił żeby iść głosować. Na kogokolwiek innego. Nawet na Korwina. 
Żartowałam!



Góra do Mahometa czy Mahomet do góry


Chyba każdy szanujący się użytkownik internetu widział zdjęcie jakoby nad panoramą Krakowa wznosiły się imponujące szczyty Tatr. Fantazja ułańska grafika czy też daleko idący plan przeniesienia przygranicznych wzniesień? Tego do tej pory nikt nie może być pewien - wszak jesteśmy w Polsce.


Nieopodal Teatru Słowackiego w centrum Krakowa postawiono dmuchaną "bramę". Za dmuchaną bramą kryje się dmuchana historia - każdy kto przejdzie przez nią wnet popiera organizację igrzysk olimpijskich w Krakowie. Przy bramie stoją hosstesy, które liczą ludzi, na bramie widnieje też licznik. Nie można nie wspomnieć jednak o jednym, bardzo ważnym elemencie - brama usytuowana jest w takim miejscu, gdzie codziennie przechodzi siłą rzeczy ogromna wręcz liczba osób. Czyli pomiędzy dworcem głównym PKP/PKS, a rynkiem i centrum miasta. Trzeba byłoby się nieźle nagimnastykować, by ją obejść. Sprytne.


Dziurawe drogi, leżąca edukacja, godzina szczytu tylko raz dziennie od 8:00 rano do 21:00 wieczorem, ale to wszystko nic - bierzmy się za igrzyska, wydajmy na to miliardy. Bądźmy jak druga Brazylia i ich Mundial, gdzie rozwarstwienie społeczeństwa porównać można do tego w Rosji czy Chinach. W Brazylii na przykład strzela się do bezdomnych. Kto wie czy w Krakowie nie trzeba by było tak postąpić, by centrum miasta było "ładne", "reprezentacyjne", "światowe". Niech połączą nas i naszych braci z drugiej strony globu dwa wyjątkowe przymioty - piękne kobiety i brzydka gospodarka.

Broda to nie znaczy zawsze to samo


Zabawne, że nagle wszystkie wieści z Ukrainy ucichły w mediach, gdy tylko Eurowizję wygrał transseksualista z brodą. To piękne świadectwo zainteresowań społeczeństwa.




Eurowizja była zawsze tym rodzajem konkursu, który śmieszy każdego ponadprzeciętnego Ziemianina. Popowe utwory na wyjątkowo niskim poziomie, żenująca oprawa, cel nieprzyświecający niczemu, rozrywka dla wieśniaków. W związku z tym poruszenie jakie wywołały eurowizyjne rewelacje sprzed tygodnia spotyka się u mnie z niezrozumieniem.
Nagle obudzili się obrońcy praw człowieka, cycków i jedynego słusznego toku myślenia - oczywiście w ich mniemaniu. Fanatyczne religijne portale mogły z dumą zapalić czerwoną lampkę alarmu "UWAGA, GENDER!". Zachód, cywilizacje śmierci wybrała zło. Śmieje im się w twarz, mam swoje poglądy na ten temat, nie będę się jednak zbytnio rozpisywać w tej materii. Chciałam zauważyć rzecz, o której chyba jeszcze nie przeczytałam na wszystkich poważnych mniej lub bardziej portalach, które z przejęciem komentowały Conchitę. Zwycięzca czy też zwyciężczyni tego konkursu, pasują do niego aż za nadto. Dziwność, kiczowatość, groteska nawet, zostały ukoronowane najznamienitszą koroną jaką mogły sobie wyobrazić. Wygrał właściwy człowiek we właściwym miejscu. I wiecie co? I nawet ładnie śpiewał/a.

To było chyba lepsze niż Lordi kilka lat temu.

A Cleo i Donatan? O ile muszę się przyznać, że "Równonoc" może ze dwa razy przesłuchałam, uznając cały projekt za nawet zabawny, tak piosenka "My Słowianie" dała mi raka. Nie dziwię się, że przegrali. Bo choćby nie wiem jak piękne, rodowite dziewczyny i ich wielkie piersi zabłysnęły na telewizorach mieszkańców Europy - dalej Eurowizja jest konkursem PIOSENEK. Prawda?





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz