wtorek, 3 września 2013

Bóg jest ogórkiem? Czyli o tym jak poszłam do kościoła


Ostatnio poszłam do kościoła. Dwa razy.


Jestem tego zdania, że ludzie inteligentni, wrażliwi i w głębi duszy "samotni wśród ludzi", będę często szukać do pełni szczęścia jakiejś mistycznej energii. Odnajdą ją być może w filozofii życiowej antycznej bądź nowoczesnej, codziennych rytuałach dnia codziennego i oczywiście w religii lub ogólnie w wierze w bliżej określony bądź nieokreślony absolut tudzież inne siły transcendentne.

Ostatnio poszłam do kościoła.
Dwa razy.

A nie robiłam tego w przeciągu ostatnich kilku lat zbyt często. Czasami mam wrażenie, że jestem męczennikiem odnajdywania - ciągle szukam czegoś co mnie zachwyci w religii i ciągle się rozczarowuje. Nie chodzi o nakazy, zakazy, dziwne tradycje, pojęcie grzechu i relatywizm związany z moim subiektywnym egoistycznym wyborem robienia czegoś lub nie robienia czegoś "zgodnie z wiarą". Zostawmy w tym temacie wszystkie aborcje, invitra, antykoncepcję, zostawmy księży pedofilii. Chodzi o formę.

Skupmy się na religii katolickiej, tak dobrze nam znanej. W minioną niedzielę odbywały się Dożynki. Dowiedziałam się o tym przypadkowo włączając TVP1. Jakiś biskup starej daty i brzydkiej gęby, opowiadał tłumnie zebranej gawiedzi na Jasnej Górze o tym, że dla cywilizacji śmierci uczyni gest swojej inkwizytorskiej mocy i pomarszczonej ręki i uwaga... "Pobłogosławi nasze komputery".
Macie jeszcze próbki żelaznej logiki z częstochowskiej gazety.pl:

Człowieku dożynkowy, ostrzegam Cię. Bez Komunii, bez modlitwy - zdziczejesz, a potem przyjdzie oziębłość, seks i wyznasz: Ale ja jestem niewierzący!
- Nauczyciele czcigodni! Dlaczego nie zaczynacie lekcji od modlitwy, tylko od wychowania seksualnego? - pytał. - Postępowi jesteście! Więc wychowamy gejów i lesbijki.





Puszczają to w telewizji publicznej w weekend, w czasie dużej oglądalności niedzielno-obiadkowej i potem się dziwią, że jeden z drugim wolą na pasterkę iść do całodobowego Tesco po browary niż do kościoła.
Niemniej jestem pewna, że ksiądz Natanek byłby z niego dumny.

Tej samej niedzieli udałam się do kościoła. Jeśli ktoś z Was, wątpiących, zrezygnowanych, łaknących - ale sceptycznych kiedykolwiek rozważał w Krakowie pójście do kościoła po długiej przerwie polecam całym swoim Kącikiem kościół oo. Dominikanów przy Pl. Dominikańskim (adres - koinsydencja? niewerbalizowałabym).
Oprócz odejścia od sztampowej formy mszy na rzecz na przykład mszy przy samych świecach wieczorem, oferują znacznie więcej. Jest to jedyna parafia jaką znam, w której "Bóg jest miłością" nie brzmi równie przekonywająco jak "Bóg jest ogórkiem". 

Oczywiście jednak coś musiało pójść nie tak i oczywiście coś musiało mnie poirytować. Wzięłam sobie rozkładane krzesełko, usiadłam niedaleko ołtarza z moimi towarzyszami niedzielnymi i nagle słyszę "tu jest przejście, tu się nie siada". Rozglądam się. Wiem, że mam dużą dupę, ale bez przesady, koło mnie mógłby przejechać swobodnie czołg i nic by się nie stało. Ci najmniej wytrwali wstali i zajęli inne miejsca, ja postanowiłam zostać. Chwilę później słyszę rzucanie epitetami, które określają panie lekkich obyczajów, posyłam złośliwemu Panu uśmiech i w głowie zastanawiam się czemu jeszcze nie wezwał policji, skoro jestem taka niedobra. Zaraz później zastanawiam się co ten człowiek robi w kościele. W następnej chwili nagle zleciało się mnóstwo osób, które rozłożyło sobie krzesełka w wyimaginowanym przez naszego bohatera "przejściu" i okazało się, że w rezultacie to on został frajerem, który jako jedyny musiał wstawać, gdy ktoś chciał przejść dalej.

Przeraża mnie jak informacje wykorzystane w jakiś wykoślawiony sposób, dobre chęci wykorzystane w wykoślawiony sposób mogą przynieść odwrotne niż zamierzone rezultaty.
Tak sobie myślę, że nie taki Bóg jak go malują, nie taki Kościół jak go malują. Generalnie to tylko obrazy są takie jak je malują.

Przekażmy sobie znak pokoju :*


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz